24 Obserwuję
Vertica

Vertica

Korona śniegu i krwi - Audiobook

Korona śniegu i krwi - Audiobook - Elżbieta Cherezińska „Korona śniegu i krwi” była zarazem pierwszą książką historyczną, po jaką sięgnęłam, jak i pierwszym audiobookiem, z którym miałam styczność. Wcześniejszy brak zainteresowania obiema formami wynikał z mojej nieskrywanej niechęci do historii w ogóle, nie tylko Polski, a także z wewnętrznego przekonania, że tylko czytany osobiście tekst można odpowiednio zrozumieć i zinterpretować. Dostałam, przesłuchałam całość, przekonałam się. Rzecz dzieje się w czasie chaosu związanego z rozbiciem dzielnicowym - wydawałoby się, że jest on wręcz nie do ogarnięcia, jednak dzięki zręcznym opisom staje się zrozumiały i łatwy w odbiorze. Wykreowany przez Elżbietę Cherezińską świat wciąga w siatkę splecionych ze sobą wątków niczym pająk w sieć – wpaść łatwo, wyplątać się gorzej. Na zmianę poznajemy losy książąt polskich oraz władców Czech, Austrii, Niemiec, Brandenburgii i Zachodniego Pomorza, a także postaci bezpośrednio z nimi związanych, takich jak Jemioła, Jakub Świnka czy Zarembowie. W powieści nie zabrakło niczego: miłość, zdrada, spiski i walka o władzę przeplatają się ze sobą, tworząc zapierającą dech w piersiach historię. Świetnie połączone prawda historyczna i elementy świata fantastycznego współgrają ze sobą bez najmniejszych zgrzytów. Chociaż początkowo nie byłam pewna, czy żywe znaki herbowe to metafora, czy „prawda”, prędko przyzwyczaiłam się do nich i nawet polubiłam stojące lwy czy kolorowe orły; motyw Starszej Krwi jednak wydaje się być tak naturalny i prawdziwy, jak któryś z udzielnych książąt. Szczypta humoru i odrobina grozy nie pozwalają na znudzenie się podczas długiej lektury. Przedstawione postaci są niezwykle barwne i silnie oddziałują na emocje odbiorcy. Mamy okazję poznać i polubić Mściwoja, obdarzyć szacunkiem Przemysła, podziwiać Bolesława i Kingę, zakochać się w małej Lukardis, a później Rikissie, lub przeciwnie – gardzić Vaclavem i czuć nieodpartą niechęć do Mechtyldy Askańskiej. Dobór aktorów mniej znanych był zdecydowanie dobrym pomysłem, bo dzięki temu nie kojarzymy głosów ze znanymi twarzami, lecz pozwalamy naszej wyobraźni, aby to ona zdecydowała, jak wyglądali bohaterowie. Niestety, nic nie jest doskonałe, więc i tu nie obyło się bez drobnych niedociągnięć. Zarzut kierowany w stronę książki jest jeden: autorka przeskakiwała między bohaterami, ale też i między miesiącami czy latami, tak że w pewnych momentach ciężko było się zorientować, czy nasz książę ma nadal x lat, czy może już nieco więcej. Jeśli zaś chodzi o audiobooka, wady miał trzy. Pierwszą z nich było niedobranie głosów do niektórych postaci – szczególnie zgrzytał mi dojrzały głos dwunastoletniej Lukardis, nastoletniego Małego Księcia i głos małej Rikissy, który wprawdzie był dziecięcy, jednak nie spotkałam jeszcze dwulatki, która by mówiła tak płynnie, pełnymi zdaniami i nie sepleniąc. Akcja dzieje się na przestrzeni lat, więc i głosy powinny się zmieniać. Drugim mankamentem był w niektórych momentach bardzo różny poziom głośności wypowiadanych kwestii – głównie o wiele cichsze wypowiedzi bohaterów, niż narratora, nawet (a może szczególnie wtedy?) jeśli ktoś krzyczał. I po trzecie: na litość Boską, minezingerzy mieli śpiewać, a nie deklamować! Reasumując, na pochwałę z pewnością zasługuje autorka, która wykonała kawał dobrej, historyczno-literackiej roboty, a także, mimo drobnych niedociągnięć, reżyser i wszyscy aktorzy biorący udział w tworzeniu słuchowiska. Powieść zasługuje na polecenie wszystkim, którzy jeszcze się wahają nad przeczytaniem.